RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Zima’

„Cztery pory roku”

15 mar

W kalendarzu ciągle zima… Na świecie na szczęście robi się powolutku już troszkę cieplej i wiosennej. Pewnie, jak zwykle :P , będzie pomieszanie z poplątaniem w moim wpisie. Troszkę mi się różnych „przemyśleń” uzbierało- jak w tym przysłowiowym „marcowym kotle”- i jak w tytule- różne różności- na cztery pory roku.
Chodzi mi po głowie zmiana „wizerunku” strony. Ale tu muszę zaangażować swojego Mężusia- on się doskonale zna na takich „technicznych rzeczach”.

Przedwiośnie spędzam na czytaniu… Kończę „Kolekcję z Zielonego Wzgórza”- no dobra, może szczyt ambicji to nie jest, ale kiedy czytam te powieści, opowiadania, to przed oczami mam naszą Lubonię…widok z naszego okna na łąkę i las… Do tego przeczytałam ostatnio książkę, którą pożyczyłam od mamy- ” Światło między oceanami”- debiut literacki M.L. Stedman. Muszę przyznać, że zrobiła na mnie duże wrażenie. Dotknęła we mnie pewnej skrywanej nuty, która jak zadrgała, to nie mogłam dojść do siebie… Akurat był Dzień Kobiet i pomyślałam sobie, że kobiety są niezwykle silne, mogą znieść ból fizyczny, któremu mężczyźni nie daliby rady. Są silne „siłą woli”- wbrew przeciwnościom losu nie poddają się… Ale jest taki ból, którego nie powinny doświadczać… Kiedy patrzę na młode dziewczyny bardzo chciałabym, żeby tego uniknęły…Wiem, że to utopia, bo nie da się, od wieków tak było… Ale to nigdy nie znika, siedzi cały czas, w każdej komórce ciała i co chwila się odzywa… choćby człowiek nie wiem jak się starał, tego bólu nie będzie w stanie się „pozbyć”…. A żeby jeszcze bardziej „wczuć się” w książkę, obejrzałam film… Na szczęście oglądałam go z pełną świadomością, że to adaptacja, że nie wszystko się da i można przenieść z książki. Więc trochę się uspokoiłam.

Niemniej jednak warto przeczytać tę powieść. Zalecam też do niej kieliszek wina, czekoladki, ciepły kocyk i ewentualnie męskie ramię, żeby sobie troszkę popłakać :P .

Zachwycam się przyrodą na każdym kroku… Chyba od zawsze tak było i mam nadzieję, że mi nie przejdzie :P . Już ponad rok mamy swoją Lubonię i sporo już widzieliśmy, a kiedy idziemy na spacer, nawet w te same miejsca, to nadal cieszymy się jak dzieci, kiedy zobaczymy motylka, pączek na drzewie, zauważymy, że szybciej płynie woda w naszej rzeczce… Ostatnio pogoda w weekend była piękna, więc byliśmy na spacerze w lesie.


Całe stada sarenek, jeden zając i lis przywitały nas. Na zdjęciu chyba są ślady dzika- nie jestem znawcą, ale szukaliśmy w Internecie i chyba najbardziej do tego mieszkańca lasu pasują. Znaleźliśmy też w pniu drzewa sól dla saren.
W naszym ogródku nieśmiało pojawiła się pierwsze stokrotka i pierwsze pędy żonkili…

Zamówiliśmy też sporo sadzonek i nasion, więc nie możemy doczekać się, aż w końcu będziemy mogli je posadzić i przyglądać się, jak będą rosły…
Początek wiosny kojarzy mi się oczywiście z tulipanami… Dostałam przepiękny bukiet od moich Mężczyzn…

Nastroiły mnie te cudne kwiaty i znów „podłubałam” sobie… Zrobiłam mały „zestaw wielkanocny” :P – decoupage na jajku styropianowym i jajkach plastikowych, które kiedyś były „kinderkami Star Wars”… Lubię takie pisanki w stylu „angielsko- vintage’owym” :P .

Motyw róż z kolei natchnął mnie do ozdobienia drewnianych spinaczy… Są nawet „dwustronne”- z drugiej strony mają kropeczki…

A to z kolei nastroiło mnie do „zmalowania czterech pór roku”… Śmieję się, że Vivaldi ma swoje i ja mam swoje „Cztery pory roku”. Podobają mi się wszelkie „napisy” na różnych dekoracjach, ale denerwuje mnie, że zazwyczaj są one w języku angielskim, czasem po francusku… A dlaczego nie po polsku? Może to moje „zboczenie zawodowe” lub po prostu patriotyzm :P … Tak czy owak powstały „Cztery pory roku” i będą wisiały, oczywiście w zależności od pory roku, w naszym Majeranku…

Domki są drewniane, z drugiej strony też się „prezentują”. Patyczki na dach zbierałam podczas spaceru z psem, kiedy to straszny wiatr połamał mnóstwo gałęzi. I takie to „Cztery pory roku” powstały…
Kolejna „porcja” domków i jajek czeka na swoją kolej i chyba zaraz się za nie zabiorę… Wiosna idzie, więc jakoś trzeba się świeżo prezentować :P .
Ania…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Zima

 

Eko-farma

28 lut

Dziś ostatni dzień karnawału… Mija luty, w powietrzu czuć już wiosnę. Ostatnio widzieliśmy białe pączki przebiśniegów i delikatne, puszyste „kotki” na wierzbie :) – jedne z pierwszych oznak nowej pory roku… Nadchodzi marzec. Cieszę się ogromnie, bo już mam dosyć zimy… Jedak z małą niepewnością i obawą czekam na nowy miesiąc- ma to związek z naprawdę traumatycznymi chwilami z ubiegłego roku- chorobą mojej Mamy… Właśnie w marcu wszystko się zaczęło. Cudem jakimś nadal jest z nami. Boję się wracać myślami do tych chwil, a każda wizyta u lekarza, w szpitalu przypomina to wszystko… Dlatego na swój sposób chyba zaczynam walkę z tymi wspomnieniami. Moje „artystyczne” dłubania są dla mnie taką „terapią” :P .
W poprzednim wpisie pisałam o „eko-farmie”. Na chwilę odłożyłam filc, bo przyszło w końcu moje zamówienie do decoupage :D !!! Mam piękne serwetki i styropianowe jajka. Niestety chyba źle „wymierzyłam” i jajka są troszkę małe… No trudno. I tak się nimi troskliwie zajęłam :P .
Oto moje „decoupagowe” jajka do „eko- farmy”. Zacznijmy od drewnianych…

Oczywiście z drugiej strony też są ozdobione.
A to jajka styropianowe…

Lubię technikę decoupage. Jest prosta, ale niezwykle efektowna. Mam też konturówki, ale na tak małych jajkach nie wyglądały estetycznie różne zawijasy. Inspiruję się wspomnianą stroną – inspirello.pl :) . Mam jednak swój sposób na „cieniowanie”. Jestem niecierpliwa, więc czekanie aż coś wyschnie, żeby nałożyć kolejną warstwę jest dla mnie bardzo trudne. Często pomagam sobie suszarką :P ! Cieniowanie za pomocą spowalniacza do farb akrylowych tym bardziej nie wchodzi u mnie w rachubę- cieniuję przy użyciu pasteli- tak kredek pastelowych. Są miękkie i wspaniale się rozcierają na każdej powierzchni- na drewnie, styropianie, plastiku, szkle, materiale… Nie próbowałam z pastelami suchymi, bo obawiam się, że będą się rozmazywać, kiedy będę zabezpieczała pracę lakierem.
Teraz zmykam, żeby dokończyć dla mojego Męża :) „zimowy widok z naszego Majeranku”.
Pozdrawiam cieplutko!
Ania

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Zima

 

Tam, gdzie Bałtyk spotyka się z Tatrami…

15 lut


Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję za miłe komentarze pod ostatnim wpisem :D . Naprawdę szeroko pojęte rękodzieło sprawia mi ogromną frajdę :D ! A lubię „testować” nowinki artystyczne, więc i do filcowania się powoli przymierzam :D . Znacie moją słabość do filcu, więc dziś też troszkę o filcu będzie. W tych wszystkich swoich „dłubankach” niestety jestem raczej odtwórcza- szukam różnych inspiracji, większość „odgapiam”, a tylko jakieś drobiazgi zmieniam lub dodaję…
Żeby się nie pogubić, to muszę i to swoje dzisiejsze pisanie jakoś uporządkować. Może chronologicznie :D
Tydzień temu mieliśmy Dzień Pizzy. Nie wiem czy takowy obchodzicie, ale my lubimy świętować :D . Zgodnie z powiedzonkiem „Wojowniczych Żółwii Ninja”- SAMA SIĘ KRĘCI, SAMA NAKŁADA, KAŻDA POTRAWA PRZY NIEJ WYSIADA! :D! Oczywiście pizza gości u nas nie tylko 9 lutego, ale w tym dniu do tego wspaniałego dania przywiązujemy szczególną wagę. Ze wszystkich pizz, które miałam okazję spróbować, to najbardziej smakowała mi ta w Neapolu… W końcu to jej kolebka :D . Ale, żeby nie było nudno, to pomyślałam, że troszkę poeksperymentuję z pizzą. Połączyłam koncepcję muffinek i pizzy. Po prostu zrobiłam ciasto drożdżowe, dodałam do niego różne składniki- takie, jakie lubimy w pizzy i powstało coś takiego…

A po upieczeniu…

Wiem- znów jedzenie. Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że mąka była pełnoziarnista, a takie małe porcje są mało kaloryczne :D .
I kiedy tak podjadałam sobie te mini pizze, to jeszcze bardziej zatęskniłam za wiosną… No i zaczęłam szukać czegoś wiosennego, związanego z Wielkanocą… Tak szukałam i kombinowałam, że w końcu założyłam eko- farmę :D


Moja farma z pewnością się powiększy :D . Ciekawe czy o jakieś dopłaty z Unii będę mogła się postarać :D . W końcu nasz Majeranek na wsi się buduje, to wsiowa baba jestem :D !
A że lubimy bardzo wieś, folklor, kochamy i morze i góry i jeziora, to wymyśliłam coś, żeby tę miłość połączyć :D . Aż wstyd się przyznać, ale rok temu dostałam od mojej siostry- Asi, przepiękną, drewnianą tacę z Zakopanego. I całe 12 miesięcy patrzyłam na nią i szukałam pomysłu, co by tu z nią zrobić… To znaczy z tacą, nie z siostrą :D . Przeszukałam „internety” i coś znalazłam, podpatrzyłam, coś zmieniłam i powoli zaczęłam łączyć Bałtyk z Tatrami… Początkowo tylko za pomocą ołówka…

Dodałam troszkę koloru…

Az w końcu przyciągnęłam do siebie Kaszuby- malowanym wzorem, z Podhalem- formą drewnianej tacy…

Zostało jeszcze trochę kosmetycznych zmian, lakierowanie, no ale to poczekam, aż farba wyschnie. Malowałam farbami akrylowymi. Są o tyle dobre, że dość szybko schną, nie mają szczególnego zapachu, co przy np. farbach olejnych może trochę odstraszać… Malowanie na drewnie jest bardzo przyjemne, ale trzeba pamiętać, ze drewno bardzo „pije” farbę- każdą…
W tak zwanym międzyczasie zaczęłam malować dla mojego męża obraz olejnymi farbami- zimowy krajobraz w naszej Lubonii. To już zdecydowanie dłuższa historia, bo nie chcę rozmazywać poszczególnych warstw, dlatego czekam, aż troszkę jedna wyschnie, żebym mogła położyć kolejną… Czekam też na zamówienie „wielkanocne”, żebym mogła poszaleć z pisankami :D . Zamówiłam cuuudowne rzeczy w sklepie inspirello.pl . Jeśli ktoś nie zna, to zachęcam do zaglądania i podpatrywania różnych cudowności z zakresu decoupage, sutaszu, Qullingu i innych technik dla rękodzielników.
No, to tak właściwie mija nam zima i ferie…
Pozdrawiam cieplutko :D !
Ania

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Zima

 

Kolejny powrót do lata…

01 lut

Już luty… A to znaczy, że coraz bliżej wiosna, ciepełko, słońce… nasza „wsi spokojna, wsi wesoła”… Majeranek na razie odpoczywa- okryty jest już dachem, ma wszystkie pokoje i pomieszczenia… Czeka na razie na okna, no i resztę wykończenia… To jeszcze trochę potrwa. Ale biorąc pod uwagę, że właściwie zaczął się budować 2 miesiące temu, to naprawdę jest SUUUUPER!!!
Wiem, że znów się tłumaczę, że cicho się znów zrobiło, ale robiłam i robię parę innych rzeczy w tak zwanym „międzyczasie”. Po hmmm… 7 latach… no, wstyd… wróciłam do malowania.

To obraz na specjalne zamówienie dla mojej Mamy. Szkoda, że nie robiłam zdjęć innych prac… Część jest już wśród rodziny, ale w domu mam chyba tacę, od której wszystko się zaczęło- cała przygoda z malowaniem. Jeśli ktoś nie rozpoznał, to miały być maki :P . Mam też w planach inny obraz, ale muszę dokupić część materiałów- np. terpentynę, bo bez niej ani rusz P . Jestem TOTALNĄ amatorką, nigdy na żadne kursy rysunku nie chodziłam, więc proszę o litość i wyrozumiałość.
Zatem, wracam o swoich pędzli :D !
Pozdrawiam artystycznie…
Ania

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Zima

 

Letnia tęsknota…

23 sty

Cicho, cicho, cichuteńko… Ale to wcale nie znaczy, że nic się nie dzieje- wręcz przeciwnie- baaardzo dużo wokół nas, dlatego potrzebuję trochę „odizolować się” od świata zewnętrznego.
Chlebki się pieką i pachną zabójczo :D … I znów czuję, że będzie wpis kulinarny :P …No jestem łakomczuchem i lubię w kuchni „pitrasić”. Chodzą mi po głowie konfitury z płatków róży… pachnące latem, wakacjami, beztroską, wolną chwilą…


(zdjęcia z https://pl.pinterest.com )
Do naszego pieczywa pasowałyby idealnie takie słodkości… Nigdy nie robiłam takich powideł, ale chcę „kulinarnie się rozwijać”, więc czas na nowości :P .
Ferie zimowe jeszcze przed nami, więc pewnie śniegu nie będzie, dlatego tęsknię za ciepłymi wieczorami, słońcem zachodzącym za naszym lasem, za zapachem siana z naszej łąki…
Tym melancholijnym akcentem żegnam się z Wami…
I tak mi te konfitury chodzą po głowie…ich zapach…ach…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Zima

 

Debiut!

06 sty

No może się ktoś śmiać, ale naprawdę dla nas była to sprawa poważna, a radość z niej tak wielka, że o północy wysyłaliśmy sms do rodzinki! Cóż to, cóż to ???
Teraz powinny odezwać się fanfary- DADADADAM!!!
UPIEKLIŚMY NASZ PIERWSZY CHLEB!!!
Serio- to był nasz debiut :D ! Nie to, że nie umiem, bo chyba kulinarnie całkiem niezła jestem :P , ale jakoś zawsze uważałam, że pieczenie chleba, to pewnego rodzaju „rytuał”… Pamiętam jak Babcia Marysia piekła chleb, w takim prawdziwym, wiejskim piecu, a do tego robiła masło, a Dziadek Józik- biały ser… Ja, Asia i Michał (moje rodzeństwo) jeszcze gorący chleb z tym masłem i twarogiem zasuwaliśmy, aż nam się uszy trzęsły! Co prawda my takiego pieca nie mamy, ale od kilku dni mamy specjalną maszynę do wypiekania chleba i zbieraliśmy się do tego wielkiego zadania… W końcu wena przyszła… o 20- wczoraj… Składniki wsypaliśmy do naszej „magicznej maszyny”…


i czekaliśmy…dodaliśmy nasiona słonecznika, dyni i żurawinę… i czekaliśmy…
Tuż przed północą…

UPIEKŁ SIĘ!!! Pachniało chyba w całym bloku! No i mieliśmy śniadanie o 24 :D ! Taki gorący z masełkiem wcinaliśmy! Jak w dzieciństwie :D :D :D !!!

Jesteśmy z siebie baaardzo dumni!
Początek roku i taki sukces :P ! Ten rok zapowiada się naprawdę ekscytująco :D !
Ania

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Zima

 

Zima z daleka i z bliska…

05 sty

Witam w NOWYM 2017 ROKU!
Szaleństwa sylwestrowej nocy za nami :D ! Mam nadzieję, że wszyscy fantastycznie i bezpiecznie się bawili. W sumie, to bardzo cieszę się, że tamten rok mamy już za sobą… Choć może tego nie widać po wpisach, bo staram się mieć tu swój „Azyl”, to 2016 rok był dla nas jednym z najtrudniejszych …
Ale dziś nie o tym. W myśl zasady- z nowym rokiem, nowym krokiem… trochę o naszej Lubonii- przyglądamy się zimie- z daleka i z bliska.

Po prostu UWIELBIAMY naszą wioseczkę!!! O każdej porze roku jest piękna! Ambrze też się tu bardzo podoba :D

Wybraliśmy się oczywiście na spacer. Niestety drogą polną do lasu nie doszlibyśmy, bo wszystko było tak zasypane! Nawet na szosie było pełno śniegu i było strasznie ślisko. Ale wcale nam to nie przeszkadzało…


A jeszcze jak pomyślimy, jak pięknie będzie w naszym ogrodzie…nie możemy się doczekać! Jeszcze wszystko jest „w proszku”, ale krok po kroczku coś się tam już wynurza :P…

To, co widać, to nasz Majeranek :D !
A to nasza wspaniała okolica… Jechaliśmy do domu chyba ponad godzinę, a zazwyczaj podróż zajmuje nam niecałe 30 minut…Ciągle zatrzymywaliśmy się, żeby robić zdjęcia.





Cudnie,prawda? :D ! Teraz grzejemy się ciepłą herbatką malinową i podjadamy pierniczki z mojej ‚mikołajowej” patery :D

Dobrej nocy :D !
Ania

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Zima

 

W podróży…

29 gru

Święta minęły z prędkością światła… Im człowiek starszy, tym szybciej leci mu czas :P
Chciałabym jeszcze raz bardzo serdecznie podziękować wszystkim, którzy do mnie zaglądali :D ! Pisanie „blogmasa” :P było ogromną frajdą! Dziękuję!!!
Co do rozwiązania zagadki- kolejne pierwsze litery tematów układają się w słowa- ZIMA, ADWENT, BOŻE NARODZENIE :P .
My znów w podróży. Można nawet tak metaforycznie ująć, bo podróżą jest życie, teraz ciągle podróżujemy między domem a Warszawą, a naszą Lubonią, no i faktycznie znów spakowaliśmy walizki i pojechaliśmy…nad morze! Wszyscy zimą jeżdżą w góry, a my teraz nad morze :D – może nie będzie potem okazji zobaczyć, jak nasz Bałtyk prezentuje się w grudniu. Ja kocham i morze i góry :D. Ale TOTALNIE zachwyciły nas barwy morza o tej porze roku- jakbyśmy byli na wielkim obrazie… Żadne zdjęcie nie odda tego, jak jest pięknie (nawet jak jest pochmurno). Latem te kolory są zupełnie inne… A teraz fotograficzna galeryjka…

A rankiem (o 8:08 :P )…

I nasz towarzysz podróży- nasz piesek :D ! Z patykiem oczywiście :P

Byliśmy dziś w odwiedzinach u niezwykłej królewny…

To królewna Jurata :D . Nieszczęśliwa królewna, która mieszkała w pięknym pałacu z bursztynu. Była zakochana w rybaku. Jednak król mórz nie mógł znieść tego, że jego córka pokochała człowieka i piorunami wzniecił straszny sztorm na Bałtyku. Jeden z piorunów trafił w bursztynowy pałac, niszcząc go. Życie straciła też królewna Jurata i jej ukochany… Dlatego teraz na plażach Bałtyckich można znaleźć tyle bursztynów… Piękna i smutna legenda… Dziś nawet 4 bursztynki znalazłam :D .
Przesyłamy gorące, nadmorskie pozdrowienia :D !!!
Ania

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Zima