RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Jesień’

Tak przy sztormie…

13 paź

Neptun dziś się gniewa… W nocy zaczął wiać bardzo silny wiatr i nadal mocno dmie… Synoptycy przewidują nawet 10 w skali Beauforta…

Patrzę w okno z zachwytem :) … Mogłabym dodać, że jak zwykle :) . Nie zrozumcie mnie źle, bo przecież zdaję sobie sprawę z tego, że taki wiatr jest bardzo niebezpieczny, ale dla nas to nowość i potęga natury jest niezwykła, piękna, tajemnicza i groźna… Myślałam, żeby zrobić jakąś „sesję zdjęciową” (bo w końcu mam trochę lepszy aparat :) ) , ale to musiałabym chyba nakręcić cały film i „skrócić”go, w sensie przyspieszyć, żeby pokazać jak tu jest pięknie… A poza tym każdego dnia morze jest inne, inna gra światła, inne niebo, chmury, kolory morza, piasku, jesiennych drzew…no i dźwięki- delikatny szum fal i groźny ryk morskich bałwanów, „śpiew” mew… Wczoraj, kiedy zaczęło już wiać trochę mocniej był „Dzień Tęczy”! Serio, serio! W życiu nie widziałam aż tylu tęcz jednego dnia :) ! Było ich chyba z 8! Jedną nawet zauważyłam taką całą :) :) :) !!! Wczoraj rano przywitało nas piękne słońce, wschodzące nad Westerplatte…

A tu- widok na Gdynię…

Mamy też szczęście obserwować drogę statków, które wpływają do portu w Gdańsku. Wieczorami i w nocy widzimy światła, które prowadzą statki bezpiecznie, w oddali światło latarni morskiej w Helu… Naprawdę można się zakochać w takim widoku… A w środę nawet „statek Star Wars” nas odwiedził na wodach Bałtyku :)

No żartuję oczywiście, ale kształt tego statku był przedziwny… Zazwyczaj ze słowem statek kojarzy nam się konkretny kształt statku, ale to, jakie często widujemy tutaj przywołuje skojarzenia ze statkami, ale kosmicznymi :) . Taka ciekawostka :) .
Coś wydaje mi się, że głównie skupiam się na urokach przyrody :) , ale jak już kiedyś Wam wspominałam uwielbiam naturę, przyrodę i z zachwytem patrzę na nią…
Cóż robić, kiedy Neptun się gniewa? Może książka, dobra kawa i kawałek (może być nawet większy :) ) ciasta dyniowo- marchewkowego? Co Wy na taki zestaw :) ? Jantar też zaprasza :) ! Ale z niego czytelnik :) !

A może jesienne kwiaty?

Goździki też są piękne, prawda :) ?
Z tym ciastem dyniowym to też miałam niezłą „wtopę”… Miałam spory kawałek dyni i do tego starłam jeszcze 2 marchewki. Chciałam, żeby ciasto było takie „wilgotne”, więc dyni nie piekłam wcześniej, tylko też starłam. No i chyba to był przerost „formy nad treścią” (teraz moi wykładowcy z teorii literatury pewnie by się zagotowali, bo twierdzili, że coś takiego nie istnieje :) )… Ciasto pachniało cudnie- piernikami (bo dodałam cynamon i cukier z wanilią), świątecznie wręcz, ale „wilgotne” było całe…No, mówiąc wprost to był jeden wielki zakalec… Może nie powinnam się tym „chwalić”, ale to ogromne ciasto (cała wielka blacha!) zniknęło w ciągu jednego dnia- moi chłopcy całe spałaszowali :) ! I bardzo im smakowało :) ! I jak tu zrozumieć facetów :) … Chyba powinnam się cieszyć, bo nie dość, że zjedli ze smakiem, to jeszcze z meeega dawką witamin z dyni i marchewki. Normalnie, szczególnie Karol, kręcą nosem na warzywa, a to ciasto praktycznie składało się z warzyw w 80% :) … Nie gniewajcie się, ale z czystej przyzwoitości nie podam przepisu :) , a poza tym ja zazwyczaj robię wszystko „na oko”. Mam zamiar jeszcze zrobić coś z dyni w najbliższym czasie i upiec „ciasteczka Nigelli”, na które przepis znalazłam w Internecie. Wtedy, jak mi wyjdzie, to oczywiście się nim podzielę :) .
Na printerest.com , który uwielbiam za morze inspiracji, znalazłam ciekawe, inne „zastosowanie” dyni. Kto wie, może za rok, w naszym Majeranku, na tarasie, albo przy kominku też coś takiego wykombinuję…

Dziś jedziemy do naszej Lubonii, bo Majeranek- nasz domek, który się buduje (to była nazwa projektu, który później uległ małym zmianom, ale nazwa bardzo nam się podoba :) )- przechodzi wielką metamorfozę :) :) :) !!! Stroi się w dachówkę i zakłada ciepły płaszcz na zimę :) . I zyskaliśmy miejsce w sadzie, po zburzeniu starych budynków. Niestety „działamy” na odległość, więc fotorelacja będzie po weekendzie. Mamy szczęście do naszej ekipy. Pracują jak mróweczki, są dokładni (nawet sąsiedzi, którzy też się budują częściowo korzystają z usług naszej ekipy :) ). Mam do nich zaufanie.

Tak na zakończenie, żeby Was nie zanudzić, bo treści tego wpisu są niczym sztormowe fale- niosą różne rzeczy :) , chciałabym bardzo, bardzo, bardzo serdecznie podziękować wszystkim Wam, którzy do naszego „domu pełnego miłości” zaglądacie :) . Jest mi ogromnie miło poznawać Was i czytać Wasze komentarze. Wiem, że każdy z nas jest zagoniony, zapracowany i ma na głowie mnóstwo spraw, ale takie drobne gesty są przemiłe i sprawiają wiele radości. Dziękujemy Wam za to z całych naszych serc, a psiaki z radością merdają ogonami :) .
Pozdrawiam cieplutko!
Ania

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Jesień

 

KOCHAM PAŹDZIERNIK!

02 paź

Ależ nas pogoda ostatnio rozpieszcza! 20 stopni, początek października, błękit nieba i morza, złote liście topoli wirujące na wietrze… o takiej jesieni pisałam :) , choć i ta deszczowa ma w sobie sporo uroku. Lubię mgły unoszące się na polami, lasami, nad naszą Lubonią…zapach ziemi… głęboką, soczystą zieleń traw…
Ostatnio odwiedziła mnie koleżanka, z którą razem pracowałyśmy- mąż Magdy miał w Gdańsku „sprawy służbowe”, więc przyjechali ze swoimi Pociechami i miałyśmy okazję się spotkać. Było baaaardzo miło! Piękna pogoda- oczywiście specjalnie zamówiona na wizytę Madzi :) , spacerki po parku, molo, plaży :) … Kuba to super fajowy chłopak, a maleńka Ania! (tak, tak, najpiękniejsze imię :) ) to sam miodek- uśmiech od ucha do ucha i słodziutkie gruchanie… Bardzo Ci Madziu dziękuję za przemiłe spacerki! Pozdrawiam Cię cieplutko!!! (i polecamy się na przyszłość :) )
Korzystamy z tych uroków złotej, polskiej jesieni i dużo spacerujemy. Samo to, że mamy 2 psiaki powoduje, że chodzimy, chodzimy, chodzimy. Byliśmy też oczywiście na kolejnym grzybobraniu. Może całej „furgonetki” nie zebraliśmy, ale kolejne 2 godziny spędziłam na obieraniu grzybów. Tym razem część z nich zamroziłam, żeby zimą mieć je na przykład do sosów, mięsa lub nawet jajecznicy :) . Ambra i Jantar uwielbiają las. Mogą wybiegać się tam, bezkarnie gryźć wszystkie napotkane szyszki i patyki :) . Co do „młodego”, to ilość zniszczeń w porównaniu z Ambrą wypada na jego korzyść :) – tylko przegryziony kabelek z cotton balls, zjedzony większy pęd pasiflory (oczywiście ten z pąkiem i nowymi pędami…), lekko wyskubany mój but i kawałeczek drewnianej szafki w przedpokoju. No, nie jest źle… Najbardziej to mi żal tej pasiflory…tak długo czekałam, aż „odżyje”, rozmawiałam z nią :) , stawiałam na słonku… Kabelek w lampce (który przegryzł nocą, kiedy spaliśmy) da się chyba przylutować, więc jest nadzieja, ale moja roślinka… Nie mam szczególnej „ręki do kwiatków”, więc tym bardziej mi szkoda… Na szczęście, tfu, tfu :) , widzę,że z tego, co zostało, coś tam zaczyna jeszcze wybijać… No, ale czy można się na niego długo gniewać? Sami zobaczcie…

Zaczął się październik, a tak lubię ten miesiąc! Chyba już rok temu o tym wspominałam. Tyle kolorów, zapachów, smaków… Otaczamy się wieczorami mnóstwem świec, palimy woski- mój ulubiony i palę go cały rok- „Snow in love” Yankee Candle! Ostatnio kupiłam też na próbę „fasolki” z Busy Bee. Ciekawym pomysłem jest to, że można łączyć zapachy i w ten sposób stworzyć własny… Ach! I tyyyyle książek do czytania :) !

Kończę czytać już „Najbogatszego człowieka w Babilonie”- książka szczególnie dla młodych osób, które uczą się, jak gospodarować swoimi finansami, żeby „stać się bogatym” :) . Wczoraj POCHŁONĘŁAM książkę p. Joanny Marciniak- Wróblewskiej- twórczyni bloga Green Canoe- którego chyba nie trzeba szczególnie reklamować. „Przy stole” to magiczna opowieść o rodzinie, emocjach, własnej historii, z dodatkiem pysznych smakołyków i porad dotyczących aranżacji. Książka absolutnie dla wszystkich- młodych, starszych, stojących przed kupnem domu, mieszkania, studentów, osób wynajmujących mieszkanie… Jednym słowem- POLECAM :) !
Przede mną teraz podróż w malarski świat Van Gogha :) , jednego z moich ukochanych malarzy. Chętnie zobaczyłabym film, który za parę dni wejdzie do kin. I jeszcze przeniosę się do mojej ukochanej Barcelony. Karol dostał od nas książkę „Był sobie pies”. Oglądaliśmy film i bardzo nas wzruszył, więc myślę, że książka też nas zachwyci.
Ach, ten październik! Tyle miłych planów i widoków za oknem… I jak tu nie kochać tego jesiennego miesiąca :)
Zanurzam się zatem w świat książek i żegnam się z Wami zapachem kominka i jabłek…

Pozdrawiam cieplutko i złociście :) !
Ania

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Jesień

 

Kto zrobił „pstryk”? Rodzina „Fąfli”…

12 wrz


https://pl.pinterest.com/

Ja się pytam- kto zrobł „pstryk”? I to tak nagle? Bez żadnego uprzedzenia??? Ładnie o tak? Chociaż człowiek psychicznie nastawiłby się na zmianę (kolejną…), a tu tak szybko, „psrtyk” i już??? Siedzę pod kocem, piję kolejną ciepłą kawę, dosypuję coraz więcej cynamonu, pichcę dynię- no j e s i e ń na całego!

Szaro, ponuro, deszczowo i wietrznie… Pisałam ostatnio, że nie mogę doczekać się jesieni nad morze, ale nie myślałam, że moje „myśli” mają aż taką moc sprawczą :) ! Nie to, żebym narzekała, ale zmiana nastąpiła baaardzo szybko… Sama też chyba zaczynam się przestawiać na tryb jesienno- zimowy i szaleję w kuchni, szykując przetwory na zimę. Ostatnia wyprawa do lasu zaowocowała całkiem pokaźnym zbiorem grzybów- dobra, przyznam- takiego zbioru różnorodnych grzybów nie pamiętam. Gdyby nie doszczętnie przemoknięte buty i kurtki, to pewnie zbieralibyśmy dłużej. Ale w sumie zebraliśmy ich naprawdę dużo- samo czyszczenie i szykowanie do suszenia zajęło mi prawie 3 godziny… więc wyobraźcie sobie ile tych grzybków było. No, na Wigilię zapas już jest :). Co nie znaczy, że nie wybierzemy się na grzyby raz jeszcze :) , bo bardzo lubimy las, szczególnie jesienią. W kuchni też pachnie jesienią- poza tradycyjną konfiturą dyniowo- pomarańczową, zrobiłam ogórki w curry, szykuję się do kolejnych konfitur ze śliwek (z czekoladą oczywiście :) ). Baaardzo powoli też tworzę bardziej „zimowe” dekoracje. Ale jak skończę, to się pochwalę :). Jak na razie ten mój czas dzielę między nami, jesiennymi działaniami, a naszą nową „rodziną Fąfli” :). Mogę parafrazując- zaśpiewać; „Ścierko, ścierko, hej ściereczko, ooo, kręć się z nami, kręć w kółeczko, ooo!” Jeszcze parę dni i może sytuacja się unormuje, ale jak na razie…Uwaga, uwaga! Przedstawiam Wam z radością nowego członka naszej szalonej Rodzinki- małego „Fąfla” (to tak dla zabawy oczywiście :) )- oto JANTAR :) !

Jantar przybył do nas 7.09., ma 2,5 miesiąca i jest małym, słodkim Fąfelkiem :). Imię dla nowego labradorka wymyślił Karol. Mamy Ambrę i Jantara- wszystko utrzymane w morskiej tematyce :) (czyżby Gdańsk naprawdę w gwiazdach był nam zapisany :) ?). Jantar jest bardziej „bursztynowy” niż Ambra, więc imię do niego pasuje idealnie. I już nauczył się swojego nowego imienia. Mam nadzieję, że przy Ambrze będzie się uczył szybko pewnych zachowań- chodzenia przy nodze, reagowania na komendy. W każdym razie będzie wesoło. Początkowo Ambra była lekko zdezorientowana, ale chyba powoli przyzwyczaja się do małego „fąfla” :). Sami zobaczcie tylko… Nasza „rodzina Fąfli” :) !

Wesoło jest, naprawdę. Jak na razie- dzień 6 i z e r o zniszczeń! Choć ząbki małego Fąfla są naprawdę ostre i tylko szukają okazji do podgryzania :) – na szczęście w porę reagujemy i bawimy się z psiakami na całego :) . O! Na horyzoncie nowa kałuża, więc ścierka idzie w ruch :) .
Buziaki! Ania

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Jesień

 

Krok po kroku, krok po kroczku…

27 lis

Adwent-to-czas-przygotowania-do-BOEGO-narodzenia
Od miesiąca w sklepach słychać świąteczne piosenki, a wystawy uginają się wręcz od pięknych dekoracji. Przesada- zgadzam się. Ale staram się już tak tego nie przeżywać, bo jeszcze parę lat temu faktycznie bardzo mnie to irytowało i traciłam radość ze świątecznych przygotowań. Teraz chyba wydoroślałam ;)- może to od nas samych zależy czy ten komercyjny świat będzie miał wpływ na to, jak do Bożego Narodzenia będziemy my sami się przygotowywać i je przeżywać. Ja w każdym razie staram się do czasu Adwentu raczej nie przejmować tym wszystkim- potem podaję się fali i manufaktura rusza;)!
Właśnie tak krok po kroku, ale to nie tylko dekoracje, potrawy i wszelkiego innego rodzaju przygotowania są istotą tego magicznego czasu… Adwent zawsze bardzo lubiłam (może popełniam właśnie jakąś herezję, ale w tym czasie łatwiej mi było przyjąć jakieś postanowienia niż w czasie Wielkiego Postu :D…). To oczekiwanie na Maleńkiego, wypełnione różnymi sprawami, czułam, że troszkę na lepsze zmienia świat i ludzi… Staram się w każdym elemencie Adwentu odnaleźć jakiś głębszy sens, trochę jakby odkrywać tajemnicę Bożego Narodzenia na nowo… W fiolecie szaty liturgicznej w troszkę innej formule mszy, w roratach- pięknej tradycji lampionów, które jako mała dziewczynka robiłam z Mamą i Siostrą i wcześnie rano chodziłyśmy na te nabożeństwa… Piękna jest też symbolika świec adwentowych- pierwsza to przebaczenie przez Boga grzechu nieposłuszeństwa Adamowi i Ewie; druga – wiarę patriarchów Izraela w dar Ziemi Obiecanej; trzecia to symbol radości króla Dawida świętującego przymierze z Bogiem, zaś czwarta-symbolizuje nauczanie proroków, zapowiadających przyjście Mesjasza i jego królestwa (http://warszawa.onet.pl/kosciol-katolicki-rozpoczyna-adwent/syppg6).
W domu mam już swój stroik adwentowy- bardzo podobny do tego, który miałam 2 lata temu, ale bardzo podobają mi się muzyczne motywy :)…

Ale o stroikach i innych ozdóbkach będzie w kolejnych wpisach :). Zgodnie z moim postanowieniem- będę wstawiać wpisy każdego dnia, począwszy od 1 grudnia do Wigilii. Będę pokazywać Wam, jakie zadania znajdują się w naszym kalendarzu adwentowym i jak je realizujemy :). W tak zwanym „międzyczasie” będzie też o naszym Majeranku, bo już krok po kroku, krok po kroczku zaczyna się coś dziać :)!
Spokojnego wieczoru na tę pierwszą niedzielę Adwentu!
Ania

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Jesień

 

Postanowienia różne…

10 lis

2

śnieg1
Wczoraj spadł pierwszy śnieg. Niestety było dość ciepło, więc zanim spadł na ziemię, już się roztopił. Ale przyznaję, że takie chłodne dni no i ten wczorajszy śnieg jakoś „świątecznie” mnie nastroiły ;). Jak wspomniałam w którymś wcześniejszym poście mam spory zapas filcu i naprawdę totalnie się w nim zakochałam. Znaczy to tyle, że ruszyła manufaktura ozdób świątecznych. Chyba w tym roku będziemy mieć choinkę właśnie z takimi ozdobami. Jeszcze nie chcę zdradzać, co udało mi się zrobić, bo…I to właśnie moje postanowienie z tytułu- przez cały okres adwentu będę codziennie wstawiała jakiś nowy wpis. Dobra- przyznaję, oglądałam różne vlogmasy i spodobało mi się to;)- tyle, że ja będę to robić w formie pisanej. Opracuję sobie, co znajdzie się każdego dnia- myślę, że będzie sporo o dekoracjach i jakiś moich „wytworach”, ale też jakieś świąteczne opowiadania, tradycje i dawne obyczaje- tak tak na choince- kolorowy misz masz ;).
Dziś nie smęcę- kończę i zabieram się do moich filcowych ozdóbek :)!
Buziaki- Ania
(zdjęcie https://pl.pinterest.com/pin/497929302535557260/)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Jesień

 

W listopadzie…

03 lis

„W momencie śmierci bliskiego uderza człowieka świadomość niczym nie dającej się zapełnić pustki.” ks. Józef Tischner

anioł na cmentarzu
(zdjęcie ze strony pinterest.com)

Początek listopada to zawsze dla mnie ciężki moment. Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny są dla mnie chwilą do refleksji nad- życiem… W tym roku pierwsze dni listopada- pochmurne, deszczowe i chłodne nastrajają do zadumy. Łatwiej chyba mi chyba o taki nostalgiczny nastój, gdy pogoda jest deszczowa. W słoneczne dni moja natura raczej skłania się ku radości ;), więc zdecydowanie jestem meteopatką ;P. (Czy nie za dużo rozpisuję się o pogodzie i naturze???) Cóż, wracając do wątku głównego- myślę i modlę się więcej za tych, których już z nami nie ma…I mimo upływu lat ciągle za nimi tęsknię…wierzę, że w ważnych dla nas momentach, są oni blisko nas… Tęsknię za moimi Dziadkami…W tym roku, miesiąc temu, odeszła moja Babcia- Babcia Marysia…W tym roku mija 20. rocznica śmierci Dziadka…W dzieciństwie większość wakacji spędzaliśmy u Dziadków na wsi, ferie, święta, różne wolniejsze weekendy. Dziadek Józek i Babcia Marysia to Rodzice mojej Mamy. Choć nie zawsze jako dziecko to doceniałam, to teraz bardzo mi tego brakuje…Może dlatego tak mnie cieszy nasza Lubonia, bo stała się ona takim urzeczywistnieniem sielskiej wsi z czasów, kiedy byłam mała… Drudzy Dziadkowie- Dziadek Zygmunt i Babcia Pela to Rodzice mojego Taty. Dziadek zmarł, kiedy miałam 2 latka, a Babcia Pela 2 lata temu… Mam wiele pięknych wspomnień związanych z moimi Dziadkami i chcę je zachować dla siebie, dlatego nie będę się tutaj o nich rozpisywać. Tą miłość do Dziadków i szacunek do Nich zawdzięczam Rodzicom. Chciałabym, żeby i Karol miał tak dobry kontakt za swoimi Dziadkami i czuł i odwzajemniał ich miłość.
Oczywiście nie tylko Dziadków wspominam, ale tę część „wspomnień i tęsknot” także zachowam dla siebie…Być może kiedyś przyjdzie czas, żeby podzielić się „ze światem” tymi myślami…

Choć pierwsze listopadowe dni są szczególne, to kurczę kiedy minie mi ten refleksyjny nastrój, to zaczynam myśleć o Bożym Narodzeniu ;P… Wiem, że rażą nas te wszystkie ozdoby i wystawy świąteczne tuż po Zaduszkach- mnie też to przeszkadza, ale nie mogę oprzeć się pokusie oglądania różnych stron z ozdobami świątecznymi, słuchaniem piosenek… Z kolędami się powstrzymuję prawie do Wigilii, no 20-21 grudnia ;). Mam zwyczaj, że lepię pierogi i wtedy włączam sobie kolędy w wykonaniu Golec Uorkiestry – góralskie wykonania kolęd są niezwykłe!
Mam w swoich różnych folderach w laptopie mnóstwo zdjęć z inspiracjami świątecznymi. Teraz odkrywam filc:)- wcześniej zrobiłam poduszkę jesienną i jak na debiut nieskromnie powiem, że udała mi się :)!

Remkowi też się podobało wykonanie, dlatego wczoraj kurier przyniósł mi ogromną paczkę z wielkimi kartonami filcu…oczywiście była to niespodzianka od mojego Mężusia:).
Strasznie długi ten post, a wydawało mi się, że i tak „oszczędzałam” w słowach, żeby nikogo nie zanudzać;). Zatem kończę i zabieram się do przeglądania Internetu:)!
Buziaki
Ania

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Jesień

 

Przy herbatce i kawce…

25 paź


herbata
Pogoda kapryśna bardzo tej jesieni. Szkoda, bo w lesie jest pięknie- w końcu widać prawdziwe kolory jesieni…
Dlatego w chłodniejsze i deszczowe dni raczę się herbatką- najczęściej jakąś owocową lub zieloną, ale zostaję wierna kawie- już chyba o tym wspomniałam ;). A teraz dostałam super zestawy herbaciano- kawowe od mojej Teściowej :). Prawdziwe indyjskie herbaty, bo akurat Mama wróciła z wojaży po Indiach :). ( właśnie marynuje się w PRAWDZIWYM curry kurczak na dzisiejszy obiad :)!). Ale na dodatek mam cudowną kawę waniliową z Kanady… DZIĘKUJĘ MAMUSIU:* :)!!!
Nadal mam problem z wrzucaniem zdjęć i chyba na jakiś czas wrócę do swojego starego laptopa… Te zdjęcia, które się pojawiły są z pl.pinterest.com…
Wieści „luboniowe” coraz lepsze- złożyliśmy podanie o budowę domu :)!!! Jeszcze dłuuuuga droga, ale w mojej głowie jest już tysiące pomysłów na urządzenie naszego Majeranku…
W miniony weekend świętowaliśmy 11 urodziny Karolka, a teraz już oficjalnie- Karola Nastolatka ;)… Nasz Promyczek… Zabawę urządziliśmy w kręgielniach, bo sprawdziła nam się taka forma w zeszłym roku. Teraz i koleżanki i koledzy i Rodzinka trenowali mięśnie rąk ;). Było fajowo ;)!
Taki dziś ten wpis jak pogoda;)- najlepiej napić się cieplutkiej kawy lub herbaty. Na mnie czeka już herbata truskawkowa z agrestem:). W przyszłym roku będę próbowała sama zrobić mieszanki herbat z suszonymi owocami- na pewno z maliną, jabłkiem i truskawką.
Do zobaczenia…
Ania

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Jesień

 

Październikowo..

12 paź

W tym roku nasza „złota polska jesień” lekko się ociąga ;)- fakt, że pogoda nas nie rozpieszcza. Cały czas leje deszcz. No może nie cały czas, ale wyjątkowo dużo teraz pada. Oczywiście, zdarzają się piękne dni, choć byłoby przyjemniej, gdyby było ich ciut więcej;).
Jednak nie tracę nadziei i jak mawiała Ania Shirley- „Jakże się cieszę,że żyję na świecie,w którym istnieje październik!” W sumie sądzę, że nie ma „brzydkich” miesięcy- trzeba tylko czasem troszkę dłużej poszukać ;). W październiku urodził się nasz Synek, więc tym bardziej mam powody do tego, żeby (poza aurą ;) ) kochać ten miesiąc! Ponadto wczoraj- 11.10. spłaciliśmy już całą naszą Lubonię i tak naprawdę od początku do końca jest już NASZA!!! NASZA LUBONIA!!! Czujemy się jak „państwo na włościach”:)!!!
Pisząc, popijam pyszną herbatkę z uroczego, czerwonego kubka w białe groszki. Jesienią lubię odkrywać na nowo smaki herbat, bo zazwyczaj pijam kawę. Oczywiście kawie zostanę wierna na zawsze, ale zielona herbatka wspaniale pasuje do konfitury z dyni i pomarańczy. To ostatnie moje odkrycie. Chyba pisałam o niej w poprzednim blogu, ale naprawdę przypadła mi do gustu. No i teraz, kiedy mam duuuużo czasu mogę zająć się robieniem takich smakołyków :). Mój Mąż i Karol mówią, że odkąd mam przerwę w pracy, to odkrywam na nowo swoje zdolności kulinarne ;P! To nie znaczy, że wcześniej źle gotowałam, ale teraz mogę „dopieścić” swoje potrawy. Mam też troszkę więcej czasu na różne moje „artystyczne” dłubania;).
Widzę, że chyba mam mały problem z wrzucaniem zdjęć… Jak tylko się z tym uporam, to powstawiam je do wpisu.
Dziś mam też „dzień lawendy”- pościnałam suche kwiaty i pędy, troszkę „ogołociłam” swoje kwiaty, ale wiem, że to im pomoże i na wiosnę zakwitną. Suszę kwiaty lawendy- czy to do ozdoby czy do kosmetyków. Tak, tak-ostatnio zrobiłam kule, a właściwie mini mufinki do kąpieli z kwiatami lawendy. Niestety nie zdążyłam zrobić zdjęć, bo były one częścią prezentu dla mojej Mamy. Jedną wypróbowałam, przyznaję i naprawdę się zrelaksowałam…

Przepis znalazłam gdzieś na youtube.

Na tę chwilkę kończę i powalczę ze zdjęciami.
Buziaki, Ania…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Jesień

 

Jesień idzie, nie ma na to rady…

23 wrz

„Jesień idzie”
Raz staruszek, spacerując w lesie,
Ujrzał listek przywiędły i blady
I pomyślał: – To już chyba jesień,
Jesień idzie, nie ma na to rady!
I podreptał do chaty po dróżce,
I powiedział, stanąwszy przed chatą,
Swojej żonie, tak samo staruszce:
- Jesień idzie, nie ma rady na to!
A staruszka zmartwiła się szczerze,
Zamachnęła rękami obiema:
- Musisz zacząć chodzić w pulowerze.
Jesień idzie, rady na to nie ma!
Może zrobić się chłodno już jutro
Lub pojutrze, a może za tydzień
Trzeba będzie wyjąć z szafy futro,
Nie ma rady. Jesień, jesień idzie!
A był sierpień. Pogoda prześliczna.
Wszystko w złocie trwało i w zieleni,
Prócz staruszków nikt chyba nie myślał
O mającej nastąpić jesieni.
Ale cóż, oni żyli najdłużej.
Mieli swoje staruszkowie zasady
I wiedzieli, że prędzej czy później
Jesień przyjdzie. Nie ma na to rady.
Andrzej Waligórski
Tak… ta piosenka nieodzownie kojarzy mi się z jesienią. Widać ją było już w sierpniu- jak w słowach piosenki. Pamiętam jak namiętnie śpiewaliśmy tę piosenkę podczas rajdów w liceum. Co roku wyjeżdżaliśmy w Tatry. Tej piosenki nauczył nas profesor od informatyki, no i cała nasza paczka śpiewała ją wieczorami przy gitarze… Mój Mężuś- wtedy jeszcze kolega- grał. Było wspaniale…

Wrzesień zaczęliśmy w nowym miejscu, ale tradycyjnie- początkiem szkoły ;)
rozpoczęcie roku
W lesie, na polach coraz bardziej pusto- zniknęły zboża, wysokie trawy na łąkach, powoli stada ptaków przelatywały nad głowami i leciały gdzieś na zachód… Ale to wcale nie znaczy, że robi się ponuro i smutno- wręcz przeciwnie. Świat nabiera innych, cieplejszych barw :). W naszej Lubonii znów zakwitł na polach rzepak- bardzo nas to zaskoczyło, ale trzeba przyznać, że wygląda to pięknie!
rzepak
Każda pora roku kojarzy mi się z zapachami. Jesień to pieczone ziemniaki w ognisku, grzyby i kuchenne zapachy przetworów- ze śliwek, jabłek, gruszek, cynamonu- taki przedsmak Świąt Bożego Narodzenia ;). W tym roku przyznaję, że mam więcej czasu, dlatego moja kuchnia zamieniła się w wytwórnię powideł :). Tym bardziej to cieszy, że owoce mamy z własnego sadu! Pyszne śliweczki i gruszki czekają na długie jesienne i zimowe wieczory. W sumie nie wiem czy doczekają, bo zauważyłam, że znika słoiczek za słoiczkiem ;). Najbardziej zasmakowały moich Mężczyznom powidła śliwkowo-czekoladowe. Natknęłam się na przepis w Internecie i zaryzykowałam. No i muszę stwierdzić, że są PRZEPYSZNE!!! Naprawdę smakują jak śliwki w czekoladzie!!!

śliwki1Kolejnym moim odkryciem są powidła z dyni, pomarańczy i cytryny. Wyszły mi tylko 4 słoiczki, ale muszę choć jeden zachować do Świąt ;). dyniagruszki1<img src="http://domowelove.blog.pl/files/2016/09/gruszki.jpg" alt="gruszki" width="1184" height="2112" class="aligncenter size-full wp-image-181" /

Zaraz znów wybieramy się podróż do domu i na działkę, dlatego na tę chwilkę żegnam się magicznym zachodem słońca w naszej wioseczce :)…
zachód słońca

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Jesień