RSS
 

Archiwum - Październik, 2017

Tak przy sztormie…

13 paź

Neptun dziś się gniewa… W nocy zaczął wiać bardzo silny wiatr i nadal mocno dmie… Synoptycy przewidują nawet 10 w skali Beauforta…

Patrzę w okno z zachwytem :) … Mogłabym dodać, że jak zwykle :) . Nie zrozumcie mnie źle, bo przecież zdaję sobie sprawę z tego, że taki wiatr jest bardzo niebezpieczny, ale dla nas to nowość i potęga natury jest niezwykła, piękna, tajemnicza i groźna… Myślałam, żeby zrobić jakąś „sesję zdjęciową” (bo w końcu mam trochę lepszy aparat :) ) , ale to musiałabym chyba nakręcić cały film i „skrócić”go, w sensie przyspieszyć, żeby pokazać jak tu jest pięknie… A poza tym każdego dnia morze jest inne, inna gra światła, inne niebo, chmury, kolory morza, piasku, jesiennych drzew…no i dźwięki- delikatny szum fal i groźny ryk morskich bałwanów, „śpiew” mew… Wczoraj, kiedy zaczęło już wiać trochę mocniej był „Dzień Tęczy”! Serio, serio! W życiu nie widziałam aż tylu tęcz jednego dnia :) ! Było ich chyba z 8! Jedną nawet zauważyłam taką całą :) :) :) !!! Wczoraj rano przywitało nas piękne słońce, wschodzące nad Westerplatte…

A tu- widok na Gdynię…

Mamy też szczęście obserwować drogę statków, które wpływają do portu w Gdańsku. Wieczorami i w nocy widzimy światła, które prowadzą statki bezpiecznie, w oddali światło latarni morskiej w Helu… Naprawdę można się zakochać w takim widoku… A w środę nawet „statek Star Wars” nas odwiedził na wodach Bałtyku :)

No żartuję oczywiście, ale kształt tego statku był przedziwny… Zazwyczaj ze słowem statek kojarzy nam się konkretny kształt statku, ale to, jakie często widujemy tutaj przywołuje skojarzenia ze statkami, ale kosmicznymi :) . Taka ciekawostka :) .
Coś wydaje mi się, że głównie skupiam się na urokach przyrody :) , ale jak już kiedyś Wam wspominałam uwielbiam naturę, przyrodę i z zachwytem patrzę na nią…
Cóż robić, kiedy Neptun się gniewa? Może książka, dobra kawa i kawałek (może być nawet większy :) ) ciasta dyniowo- marchewkowego? Co Wy na taki zestaw :) ? Jantar też zaprasza :) ! Ale z niego czytelnik :) !

A może jesienne kwiaty?

Goździki też są piękne, prawda :) ?
Z tym ciastem dyniowym to też miałam niezłą „wtopę”… Miałam spory kawałek dyni i do tego starłam jeszcze 2 marchewki. Chciałam, żeby ciasto było takie „wilgotne”, więc dyni nie piekłam wcześniej, tylko też starłam. No i chyba to był przerost „formy nad treścią” (teraz moi wykładowcy z teorii literatury pewnie by się zagotowali, bo twierdzili, że coś takiego nie istnieje :) )… Ciasto pachniało cudnie- piernikami (bo dodałam cynamon i cukier z wanilią), świątecznie wręcz, ale „wilgotne” było całe…No, mówiąc wprost to był jeden wielki zakalec… Może nie powinnam się tym „chwalić”, ale to ogromne ciasto (cała wielka blacha!) zniknęło w ciągu jednego dnia- moi chłopcy całe spałaszowali :) ! I bardzo im smakowało :) ! I jak tu zrozumieć facetów :) … Chyba powinnam się cieszyć, bo nie dość, że zjedli ze smakiem, to jeszcze z meeega dawką witamin z dyni i marchewki. Normalnie, szczególnie Karol, kręcą nosem na warzywa, a to ciasto praktycznie składało się z warzyw w 80% :) … Nie gniewajcie się, ale z czystej przyzwoitości nie podam przepisu :) , a poza tym ja zazwyczaj robię wszystko „na oko”. Mam zamiar jeszcze zrobić coś z dyni w najbliższym czasie i upiec „ciasteczka Nigelli”, na które przepis znalazłam w Internecie. Wtedy, jak mi wyjdzie, to oczywiście się nim podzielę :) .
Na printerest.com , który uwielbiam za morze inspiracji, znalazłam ciekawe, inne „zastosowanie” dyni. Kto wie, może za rok, w naszym Majeranku, na tarasie, albo przy kominku też coś takiego wykombinuję…

Dziś jedziemy do naszej Lubonii, bo Majeranek- nasz domek, który się buduje (to była nazwa projektu, który później uległ małym zmianom, ale nazwa bardzo nam się podoba :) )- przechodzi wielką metamorfozę :) :) :) !!! Stroi się w dachówkę i zakłada ciepły płaszcz na zimę :) . I zyskaliśmy miejsce w sadzie, po zburzeniu starych budynków. Niestety „działamy” na odległość, więc fotorelacja będzie po weekendzie. Mamy szczęście do naszej ekipy. Pracują jak mróweczki, są dokładni (nawet sąsiedzi, którzy też się budują częściowo korzystają z usług naszej ekipy :) ). Mam do nich zaufanie.

Tak na zakończenie, żeby Was nie zanudzić, bo treści tego wpisu są niczym sztormowe fale- niosą różne rzeczy :) , chciałabym bardzo, bardzo, bardzo serdecznie podziękować wszystkim Wam, którzy do naszego „domu pełnego miłości” zaglądacie :) . Jest mi ogromnie miło poznawać Was i czytać Wasze komentarze. Wiem, że każdy z nas jest zagoniony, zapracowany i ma na głowie mnóstwo spraw, ale takie drobne gesty są przemiłe i sprawiają wiele radości. Dziękujemy Wam za to z całych naszych serc, a psiaki z radością merdają ogonami :) .
Pozdrawiam cieplutko!
Ania

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Jesień

 

KOCHAM PAŹDZIERNIK!

02 paź

Ależ nas pogoda ostatnio rozpieszcza! 20 stopni, początek października, błękit nieba i morza, złote liście topoli wirujące na wietrze… o takiej jesieni pisałam :) , choć i ta deszczowa ma w sobie sporo uroku. Lubię mgły unoszące się na polami, lasami, nad naszą Lubonią…zapach ziemi… głęboką, soczystą zieleń traw…
Ostatnio odwiedziła mnie koleżanka, z którą razem pracowałyśmy- mąż Magdy miał w Gdańsku „sprawy służbowe”, więc przyjechali ze swoimi Pociechami i miałyśmy okazję się spotkać. Było baaaardzo miło! Piękna pogoda- oczywiście specjalnie zamówiona na wizytę Madzi :) , spacerki po parku, molo, plaży :) … Kuba to super fajowy chłopak, a maleńka Ania! (tak, tak, najpiękniejsze imię :) ) to sam miodek- uśmiech od ucha do ucha i słodziutkie gruchanie… Bardzo Ci Madziu dziękuję za przemiłe spacerki! Pozdrawiam Cię cieplutko!!! (i polecamy się na przyszłość :) )
Korzystamy z tych uroków złotej, polskiej jesieni i dużo spacerujemy. Samo to, że mamy 2 psiaki powoduje, że chodzimy, chodzimy, chodzimy. Byliśmy też oczywiście na kolejnym grzybobraniu. Może całej „furgonetki” nie zebraliśmy, ale kolejne 2 godziny spędziłam na obieraniu grzybów. Tym razem część z nich zamroziłam, żeby zimą mieć je na przykład do sosów, mięsa lub nawet jajecznicy :) . Ambra i Jantar uwielbiają las. Mogą wybiegać się tam, bezkarnie gryźć wszystkie napotkane szyszki i patyki :) . Co do „młodego”, to ilość zniszczeń w porównaniu z Ambrą wypada na jego korzyść :) – tylko przegryziony kabelek z cotton balls, zjedzony większy pęd pasiflory (oczywiście ten z pąkiem i nowymi pędami…), lekko wyskubany mój but i kawałeczek drewnianej szafki w przedpokoju. No, nie jest źle… Najbardziej to mi żal tej pasiflory…tak długo czekałam, aż „odżyje”, rozmawiałam z nią :) , stawiałam na słonku… Kabelek w lampce (który przegryzł nocą, kiedy spaliśmy) da się chyba przylutować, więc jest nadzieja, ale moja roślinka… Nie mam szczególnej „ręki do kwiatków”, więc tym bardziej mi szkoda… Na szczęście, tfu, tfu :) , widzę,że z tego, co zostało, coś tam zaczyna jeszcze wybijać… No, ale czy można się na niego długo gniewać? Sami zobaczcie…

Zaczął się październik, a tak lubię ten miesiąc! Chyba już rok temu o tym wspominałam. Tyle kolorów, zapachów, smaków… Otaczamy się wieczorami mnóstwem świec, palimy woski- mój ulubiony i palę go cały rok- „Snow in love” Yankee Candle! Ostatnio kupiłam też na próbę „fasolki” z Busy Bee. Ciekawym pomysłem jest to, że można łączyć zapachy i w ten sposób stworzyć własny… Ach! I tyyyyle książek do czytania :) !

Kończę czytać już „Najbogatszego człowieka w Babilonie”- książka szczególnie dla młodych osób, które uczą się, jak gospodarować swoimi finansami, żeby „stać się bogatym” :) . Wczoraj POCHŁONĘŁAM książkę p. Joanny Marciniak- Wróblewskiej- twórczyni bloga Green Canoe- którego chyba nie trzeba szczególnie reklamować. „Przy stole” to magiczna opowieść o rodzinie, emocjach, własnej historii, z dodatkiem pysznych smakołyków i porad dotyczących aranżacji. Książka absolutnie dla wszystkich- młodych, starszych, stojących przed kupnem domu, mieszkania, studentów, osób wynajmujących mieszkanie… Jednym słowem- POLECAM :) !
Przede mną teraz podróż w malarski świat Van Gogha :) , jednego z moich ukochanych malarzy. Chętnie zobaczyłabym film, który za parę dni wejdzie do kin. I jeszcze przeniosę się do mojej ukochanej Barcelony. Karol dostał od nas książkę „Był sobie pies”. Oglądaliśmy film i bardzo nas wzruszył, więc myślę, że książka też nas zachwyci.
Ach, ten październik! Tyle miłych planów i widoków za oknem… I jak tu nie kochać tego jesiennego miesiąca :)
Zanurzam się zatem w świat książek i żegnam się z Wami zapachem kominka i jabłek…

Pozdrawiam cieplutko i złociście :) !
Ania

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Jesień