RSS
 

W A K A C J O L E !!!

11 lip

Tradycyjnie, tą piosenką rozpoczynamy WAKACJE!!! Bardzo często też „wykorzystywałam” ten utwór, kiedy wraz z koleżanką z pracy i swoimi uczniami, przygotowywaliśmy przedstawienia na „uroczyste zakończenie roku szkolnego” :) .
Mam nadzieję, że też tradycyjnie…

Jesteśmy baaardzo dumni z Karola :) ! Nowe miasto, nowa szkoła, nowe koleżanki i koledzy, nauczyciele, nowe przedmioty, bo Karol rozpoczął naukę języka hiszpańskiego. Musiał nadrobić rok, bo dzieciaki rozpoczęły naukę tego języka rok wcześniej. Na szczęście tak mu się spodobał hiszpański, że poradził sobie doskonale. Na pewno będziemy kontynuować naukę w Gdańsku :) . W każdym razie Karol poradził sobie FANTASTYCZNIE !!!! :)
Znów będę się tłumaczyć, że dawno nie było nowego wpisu, ale naprawdę maj i czerwiec były dla nas bardzo intensywne- nie dość, że koniec roku szkolnego, to jeszcze nowa praca Remka i oczywiście przeprowadzka… Z Warszawy do Gdańska, z zahaczaniem o naszą kochaną Lubonię i Łódź nie było proste…
W naszej wioseczce lato na całego! Wszystko pięknie kwitnie, dojrzewa, pachnie…

W tym roku będzie mało śliwek, a moi Chłopcy uwielbiają powidła śliwkowe z czekoladą… Może gdzieś na rynku uda mi się kupić wystarczającą ilość, żeby zrobić kilka słoiczków :) . Za to jest sporo porzeczek, malin i agrestu. Moja mama szaleje już z wymyślaniem różnych kombinacji smakowych :) i robi dla nas dżemy, bo na działkę zajrzymy dopiero za tydzień…

Jak tylko pod koniec czerwca udało się zakończyć te wszystkie wojaże, to wszyscy chcą nad morze do nas przyjeżdżać :) . Bardzo nas to cieszy, bo kochamy naszą rodzinkę :) ! A Ambra jest wniebowzięta! Tyle rąk do głaskania, miziania, dawania smakołyków, spacerów :) ! Jest wesoło, zawsze jest co robić, nawet, jak pogoda (jak to nad polskim morzem) bywa kapryśna. Odkrywamy nowe, ciekawe i piękne miejsca w Trójmieście, smakujemy różne przysmaki, a przede wszystkim rybki :) . Zaprzyjaźniamy się nawet z mewami, wróbelkami i wronami :) – te ostatnie to „strażniczki” naszej plaży :) ! Spójrzcie tylko!

A na plaży, wieczorami, bawimy się tak…

Są też i wieczorne kąpiele, niezliczona ilość lodów, gofrów, zapiekanek (nie, no w granicach rozsądku :) )- w a k a c j o l e na całego :) !
Sami powiedzcie czy takie widoki mogą się znudzić :)

Ta przestrzeń rekompensuje w zupełności ilość turystów i muzykę, która umila im pobyt nad morzem :) – nadmorskie smażalnie i bary prześcigają się w doborze repertuaru :). Ale my, w domowym zaciszu możemy relaksować się przy takich dźwiękach…

Polskie morze jest cudne o każdej porze roku, ale bywa kapryśne. To chyba każdy wie, z własnego doświadczenia. Wczoraj nadeszła taka burza, że jak tylko pioruny waliły w morze, to u nas aż szyby się trzęsły… Myślmy też o jakimś krótkim wypoczynku, żeby dać upust naszemu zamiłowaniu do nurkowania :) . Nie tak profesjonalnie, ale bardzo nam się spodobała taka forma spędzania czasu na plaży. Bałtyk jest dość zimny, a szczególnie miejskie plaże „wyczyszczone” są co do kamyczka. Jasne, że to ze względów bezpieczeństwa i na plażach całego świata tak jest. My, kiedy jeździmy na wakacje, szukamy miejsc, gdzie jest trochę mniej ludzi. Mieliśmy niesamowitą frajdę, kiedy w Bułgarii, znaleźliśmy maleńki kawałek „własnej” plaży z fantastycznymi głazami, które mogliśmy podziwiać i „podglądać” morskie życie zwierząt. Dlatego w tym roku marzy nam się Chorwacja… Jeszcze tam nie byliśmy, ale zachwycają nas zdjęcia z tego państawa. Poczyniliśmy nawet małe przygotowania :)

Zaraz zabieramy się za wyszukanie jakiś ciekawych miejsc do nurkowania. Kto wie, może kiedyś zapiszemy się nawet na taki profesjonalny kurs… Jeśli znacie i polecacie jakieś morskie zakątki Chorwacji, to napiszcie proszę w komentarzu :) .
Pozdrawiam WSZYSTKICH cieplutko i przesyłam buziaki znad Bałtyku :) !
Ania

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Lato

 

Szaleństwa !

04 cze

Tłumaczą się winni, więc ja nie będę wyjaśniać, dlaczego znów cicho było :) … Nie, no żartuję, po prostu jak wspominałam we wcześniejszym wpisie- przeprowadzamy się do Gdańska- stąd taka pustka.
Troszkę połączę naszą przeprowadzkę, Dzień Mamy i Dzień Dziecka, z naciskiem na to ostatnie święto :).
Zacznijmy od tego, że wszyscy jesteśmy podekscytowani tym, że będziemy mieszkać nad samym morzem :) ! Dosłownie mamy 50 metrów do plaży!!! Nasza Ambra też cieszy się baaardzo! Na plaży szaleje jak szczeniak! A za chwilę skończy 5 lat (chyba jakaś imprezka się szykuje :) ).
Zdajemy sobie sprawę z tego, że w sezonie będzie mnóstwo ludzi, będzie dosyć głośno, ale jakoś te 2 miesiące wytrzymamy :) .

Tydzień temu był Dzień Mamy :) . Od mojego Synka dostałam śliczne serduszko, które samodzielnie wykonał przy użyciu pisaka 3D. Zdjęcia nie mam, bo chcę oprawić to serduszko w ramkę i wtedy pokażę je w pełnej krasie :) . Ale do tego serduszka było też pyszne śniadanko :)

No a teraz prawdziwe SZALEŃSTWA ! :) Dzień Dziecka :) !!! Przesyłam gorące całusy dla wszystkich Dzieci! Tych dużych też, bo swoje wewnętrzne dziecko należy pielęgnować także :) . Chciałam, żeby wyszły ładne zdjęcia, dlatego robiłam je aparatem Karola. Filmki nawet nagrałam, ale wolałabym je akurat zachować dla nas. No i Karol, robiąc „porządki” w swojej galerii, wywalił kilka fajnych fotek…zostały tylko 2… Cóż… Musicie uwierzyć, że zabawa była naprawdę niesamowita! Karol lubi oglądać kanał p. Agnieszki Grzelak- „Japanazjadam”, dlatego postanowiliśmy zrobić Mu niespodziankę i kupiliśmy zestaw do robienia pizzy :) . To są oczywiście miniaturki prawdziwych potraw, ale samo przyrządzanie ich to prawdziwe szaleństwo :) ! Do tego były fasolki z Harry’ego Pottera o różnych smakach i Kit Kat z polewą z zielonej herbaty. To miał być taki „kreatywny” zestaw, który poza testowaniem smaków sprawi nam dużo frajdy. I faktycznie tak było! śmialiśmy się i ekscytowaliśmy, smakowaliśmy… Było naprawdę szaleństwo!
Takie zestawy i „smakołyki” można już kupić w różnych sklepach stacjonarnych, takich z „kuchnią z całego świata” lub na allegro. To żadna reklama, my po prostu pomyśleliśmy, że można spróbować, co nam wyjdzie. Może być to też ciekawa propozycja „zabawy” na jakieś przyjęcie urodzinowe dla dzieciaków :) .

My czujemy już wakacje! Jeszcze tylko parę dni w szkole i WAKACJE!!! Pozdrawiamy z cudnego Gdańska!!!
Ania& Chłopaki& Ambra

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Wiosna...

 

Nigdy nie mów nigdy…

03 maj

Niby człowiek ma już „zmianę kodu- trója z przodu” – tak kolokwialnie, niby już czegoś w życiu doświadczył, jakieś wnioski może wysnuwać, ba! nawet rady dawać, ale… No właśnie jest takie małe „ale”… Życie jest po prostu nieprzewidywalne. Kiedyś ktoś powiedział, że największy dowcip w życiu to planować je sobie… Nie chodzi mi tutaj o to, żeby iść przez życie na zupełnym „sponatnie”, ale przynajmniej w naszym wypadku- gdy robimy jakieś dalekosiężne plany, to życie nas tak zaskakuje, że wszystko ulega zmianie. Tak przekornie- stałą w życiu jest zmiana. A ja oczywiście nie znoszę zmian, baaaardzo ciężko je przechodzę… Zawsze myślałam, że jak człowiek ma już rodzinę, to to życie jest takie bardziej ustabilizowane- praca, stałe miejsce, codzienne obowiązki, może i trochę rutyny. My jesteśmy bardzo rodzinni i ważne dla nas jest to, żeby często z naszą rodziną się spotykać. Lubimy siebie, możemy zawsze na siebie liczyć. A wiadomo, że łatwiej jest, kiedy wszyscy są w miarę blisko. Cóż- nigdy nie mów nigdy… Przeprowadzkę do Warszawy naprawdę trudno zniosłam… Ale wolałam to, niż widywanie się w weekendy. I tej decyzji absolutnie nie żałujemy. My po prostu nie umiemy bez siebie żyć. Każde małżeństwo jest inne i absolutnie nie krytykuję nikogo, kto podjął inną decyzję niż my. Wiem, ile pracy kosztuje utrzymanie „związku na odległość”- wytrzymaliśmy tak prawie rok… I kiedy wydawało nam się, że powoli się „stabilizujemy” w jednym miejscu-nie w stolicy, tylko na naszej wioseczce- znów nas życie zaskoczyło… Z niekłamaną radością opuszczamy Warszawę i przeprowadzamy się do… Gdańska :D ! Tym razem jestem pozytywnie nastawiona :D . Nawet Karol nie może się doczekać, choć wiemy, że chciałby wrócić do swojej starej szkoły w Łodzi…
Kiedy parzę na to, ile wydarzyło się przez ten rok, to naprawdę nie da się przewidzieć tego, co będzie w przyszłości… Może taki sentymentalny nastrój mnie naszedł, bo dziś mija dokładnie rok, odkąd spotykam się z Wami na blogu :D . Bardzo cieszy mnie, że mogę tu „odpocząć” i pokazać się z bardziej artystycznej strony. Choć niewiele osób tu zagląda, to każdy wpis, komentarz dają mi nmóóóóswto radości :D :D :D !!! Dlatego dziękuję Wam Kochani za to, że na chwilkę tu wpadacie, trochę poczytacie, popiszecie do mnie, może się pośmiejecie, może wzruszycie- za każdą Waszą reakcję DZIĘKUJĘ :D ! Może troszkę egoistycznie, ale będę dziś życzyła sobie, żebym jak tylko potrafię najlepiej pokazywała Wam nasz świat :D ! A z takich bardziej przyziemnych spraw- żeby w końcu udało mi się „udoskonalić” tę stronę.
Dla każdego- kawałeczek pysznego, urodzinowego torciku! Proszę się częstować!
Buziaki! Ania

P.S. Ciasto ze strony https://pl.pinterest.com Jak dojdę do takiej perfekcji w pieczeniu ciast, to na pewno się pochwalę :D !

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Wiosna...

 

Kokokoko folk jest spoko :D !

10 kwi

Piszę siłą woli… Nie to, że mi się nie chce, tyle, że moje ręce odmawiają posłuszeństwa- trochę ostatnio na działce poszaleliśmy :D … Wczoraj mieliśmy pomocnika- mojego chrześniaka- Rafała. Udało nam się posadzić 50 dębów, 120 truskawek i jeszcze jakieś 70 innych kwiatów… Na razie tymczasowo- część w wielkich skrzyniach, a drzewa na łące. Ale i tak myślę, że „kawał roboty odwaliliśmy”…
Ostatni naprawdę dużo się dzieje- i w związku z naszym Majerankiem- bo ma już okna :D ! i z pracami na działce, i z moimi „artystycznymi dłubaniami”, i życiowymi planami… Jeśli się nie obrazicie, to pozwolę sobie wrzucić kilka zdjęć z ostatniego miesiąca.
Tytuł taki trochę z typu „rymy częstochowskie”, ale nie chciałam jakoś tak z pompą :D . Właśnie rozpoczął się Wielki Tydzień. Dla katolików to szczególny czas, czas ostatnich przygotowań na najważniejsze święta- Święta Wielkanocne. Zawsze bliskie mi były dawne tradycje i zwyczaje związane z życiem naszych przodków, więc dziś kilka słów o takich, może zapomnianych obyczajach. Oczywiste jest szykowanie „święconki” i raczej większość wie, jakie znaczenie mają poszczególne potrawy, chowane do koszyczka. Ale czy ktoś z nas jeszcze żywo obchodzi „topienie/ palenie Judasza”, albo „pogrzeb żuru” czy „wieszanie śledzia” :D ? Może nawet niewiele osób o czymś takim słyszało. A poza tym czy faktycznie zgodnie z dawnymi zasadami obchodzimy „Śmigus Dyngus”? Zacznijmy „z grubej rury”- PALENIE JUDASZA. W Wielką Środę młodzież, zwłaszcza chłopcy, topili tego dnia kukłę Judasza. Robiono ją ze słomy i starych ubrań. Następnie wleczono na łańcuchach po całej okolicy. Przy drodze ustawiali się gapie, którzy okładali kukłę kijami. Na koniec wrzucano „zdrajcę” do stawu lub bagienka. Wymierzanej w ten sposób sprawiedliwości stawało się zadość.W niektórych częściach Polski kukłę tę palono.
POGRZEB ŻURU I WIESZANIE ŚLEDZIA Ponieważ przez cały Wielki Post ludzie przykładali ogromną wagę do postnych potraw i najczęściej pojawiały się na stole żur- taki jałowy oraz śledź, to pod koniec tego okresu ludzie naprawdę mieli tych potraw dosyć. Najczęściej w Wielki Piątek uroczyście „żegnano się” z żurem i śledziem. Wielkie sagany z żurem ostentacyjnie wylewano na ziemię. Z wielką radością i satysfakcją śledzie „wieszano” go, czyli przybijano rybę do drzewa. W ten sposób karano śledzia za to, że przez sześć niedziel „wyganiał” z jadłospisu mięso.
To naprawdę tylko mini skrót ciekawszych obyczajów związanych z Wielkanocą. Pewnie to wszystko odejdzie kiedyś w zapomnienie, ale ja opowiadam o tym co wiem, co przeczytam, czego się dowiem Karolowi- niech nowe pokolenie też się dowie, jak dawniej obchodzono święta. Jeśli ktoś chciałby poczytać i dowiedzieć się czegoś więcej na temat dawnych tradycji w Polsce, to w Internecie jest naprawdę mnóstwo ciekawych stron, na które warto zajrzeć.
A teraz czas na małą fotorelację z naszego ostatniego miesiąca…
Nasz Majeranek ma już okna :D !!!

W sadzie widać coraz więcej wiosny…


Odbyliśmy kilka przyjemnych przejażdżek rowerowych…

W domu też małe, wiosenne zmany :D


Na stole zawitały żonkile z naszej działki…

I zabójczo pachną fiołki…

To teraz czas na relaks i kieliszek czerwonego winka lub winka z jeżyn z naszej działki, autorstwa mojego Taty :D , a butelka mojej ozdoby :D

Pozdrawiam cieplutko i wiosennie
Ania…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wiosna...

 

„Cztery pory roku”

15 mar

W kalendarzu ciągle zima… Na świecie na szczęście robi się powolutku już troszkę cieplej i wiosennej. Pewnie, jak zwykle :P , będzie pomieszanie z poplątaniem w moim wpisie. Troszkę mi się różnych „przemyśleń” uzbierało- jak w tym przysłowiowym „marcowym kotle”- i jak w tytule- różne różności- na cztery pory roku.
Chodzi mi po głowie zmiana „wizerunku” strony. Ale tu muszę zaangażować swojego Mężusia- on się doskonale zna na takich „technicznych rzeczach”.

Przedwiośnie spędzam na czytaniu… Kończę „Kolekcję z Zielonego Wzgórza”- no dobra, może szczyt ambicji to nie jest, ale kiedy czytam te powieści, opowiadania, to przed oczami mam naszą Lubonię…widok z naszego okna na łąkę i las… Do tego przeczytałam ostatnio książkę, którą pożyczyłam od mamy- ” Światło między oceanami”- debiut literacki M.L. Stedman. Muszę przyznać, że zrobiła na mnie duże wrażenie. Dotknęła we mnie pewnej skrywanej nuty, która jak zadrgała, to nie mogłam dojść do siebie… Akurat był Dzień Kobiet i pomyślałam sobie, że kobiety są niezwykle silne, mogą znieść ból fizyczny, któremu mężczyźni nie daliby rady. Są silne „siłą woli”- wbrew przeciwnościom losu nie poddają się… Ale jest taki ból, którego nie powinny doświadczać… Kiedy patrzę na młode dziewczyny bardzo chciałabym, żeby tego uniknęły…Wiem, że to utopia, bo nie da się, od wieków tak było… Ale to nigdy nie znika, siedzi cały czas, w każdej komórce ciała i co chwila się odzywa… choćby człowiek nie wiem jak się starał, tego bólu nie będzie w stanie się „pozbyć”…. A żeby jeszcze bardziej „wczuć się” w książkę, obejrzałam film… Na szczęście oglądałam go z pełną świadomością, że to adaptacja, że nie wszystko się da i można przenieść z książki. Więc trochę się uspokoiłam.

Niemniej jednak warto przeczytać tę powieść. Zalecam też do niej kieliszek wina, czekoladki, ciepły kocyk i ewentualnie męskie ramię, żeby sobie troszkę popłakać :P .

Zachwycam się przyrodą na każdym kroku… Chyba od zawsze tak było i mam nadzieję, że mi nie przejdzie :P . Już ponad rok mamy swoją Lubonię i sporo już widzieliśmy, a kiedy idziemy na spacer, nawet w te same miejsca, to nadal cieszymy się jak dzieci, kiedy zobaczymy motylka, pączek na drzewie, zauważymy, że szybciej płynie woda w naszej rzeczce… Ostatnio pogoda w weekend była piękna, więc byliśmy na spacerze w lesie.


Całe stada sarenek, jeden zając i lis przywitały nas. Na zdjęciu chyba są ślady dzika- nie jestem znawcą, ale szukaliśmy w Internecie i chyba najbardziej do tego mieszkańca lasu pasują. Znaleźliśmy też w pniu drzewa sól dla saren.
W naszym ogródku nieśmiało pojawiła się pierwsze stokrotka i pierwsze pędy żonkili…

Zamówiliśmy też sporo sadzonek i nasion, więc nie możemy doczekać się, aż w końcu będziemy mogli je posadzić i przyglądać się, jak będą rosły…
Początek wiosny kojarzy mi się oczywiście z tulipanami… Dostałam przepiękny bukiet od moich Mężczyzn…

Nastroiły mnie te cudne kwiaty i znów „podłubałam” sobie… Zrobiłam mały „zestaw wielkanocny” :P – decoupage na jajku styropianowym i jajkach plastikowych, które kiedyś były „kinderkami Star Wars”… Lubię takie pisanki w stylu „angielsko- vintage’owym” :P .

Motyw róż z kolei natchnął mnie do ozdobienia drewnianych spinaczy… Są nawet „dwustronne”- z drugiej strony mają kropeczki…

A to z kolei nastroiło mnie do „zmalowania czterech pór roku”… Śmieję się, że Vivaldi ma swoje i ja mam swoje „Cztery pory roku”. Podobają mi się wszelkie „napisy” na różnych dekoracjach, ale denerwuje mnie, że zazwyczaj są one w języku angielskim, czasem po francusku… A dlaczego nie po polsku? Może to moje „zboczenie zawodowe” lub po prostu patriotyzm :P … Tak czy owak powstały „Cztery pory roku” i będą wisiały, oczywiście w zależności od pory roku, w naszym Majeranku…

Domki są drewniane, z drugiej strony też się „prezentują”. Patyczki na dach zbierałam podczas spaceru z psem, kiedy to straszny wiatr połamał mnóstwo gałęzi. I takie to „Cztery pory roku” powstały…
Kolejna „porcja” domków i jajek czeka na swoją kolej i chyba zaraz się za nie zabiorę… Wiosna idzie, więc jakoś trzeba się świeżo prezentować :P .
Ania…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Zima

 

Eko-farma

28 lut

Dziś ostatni dzień karnawału… Mija luty, w powietrzu czuć już wiosnę. Ostatnio widzieliśmy białe pączki przebiśniegów i delikatne, puszyste „kotki” na wierzbie :) – jedne z pierwszych oznak nowej pory roku… Nadchodzi marzec. Cieszę się ogromnie, bo już mam dosyć zimy… Jedak z małą niepewnością i obawą czekam na nowy miesiąc- ma to związek z naprawdę traumatycznymi chwilami z ubiegłego roku- chorobą mojej Mamy… Właśnie w marcu wszystko się zaczęło. Cudem jakimś nadal jest z nami. Boję się wracać myślami do tych chwil, a każda wizyta u lekarza, w szpitalu przypomina to wszystko… Dlatego na swój sposób chyba zaczynam walkę z tymi wspomnieniami. Moje „artystyczne” dłubania są dla mnie taką „terapią” :P .
W poprzednim wpisie pisałam o „eko-farmie”. Na chwilę odłożyłam filc, bo przyszło w końcu moje zamówienie do decoupage :D !!! Mam piękne serwetki i styropianowe jajka. Niestety chyba źle „wymierzyłam” i jajka są troszkę małe… No trudno. I tak się nimi troskliwie zajęłam :P .
Oto moje „decoupagowe” jajka do „eko- farmy”. Zacznijmy od drewnianych…

Oczywiście z drugiej strony też są ozdobione.
A to jajka styropianowe…

Lubię technikę decoupage. Jest prosta, ale niezwykle efektowna. Mam też konturówki, ale na tak małych jajkach nie wyglądały estetycznie różne zawijasy. Inspiruję się wspomnianą stroną – inspirello.pl :) . Mam jednak swój sposób na „cieniowanie”. Jestem niecierpliwa, więc czekanie aż coś wyschnie, żeby nałożyć kolejną warstwę jest dla mnie bardzo trudne. Często pomagam sobie suszarką :P ! Cieniowanie za pomocą spowalniacza do farb akrylowych tym bardziej nie wchodzi u mnie w rachubę- cieniuję przy użyciu pasteli- tak kredek pastelowych. Są miękkie i wspaniale się rozcierają na każdej powierzchni- na drewnie, styropianie, plastiku, szkle, materiale… Nie próbowałam z pastelami suchymi, bo obawiam się, że będą się rozmazywać, kiedy będę zabezpieczała pracę lakierem.
Teraz zmykam, żeby dokończyć dla mojego Męża :) „zimowy widok z naszego Majeranku”.
Pozdrawiam cieplutko!
Ania

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Zima

 

Tam, gdzie Bałtyk spotyka się z Tatrami…

15 lut


Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję za miłe komentarze pod ostatnim wpisem :D . Naprawdę szeroko pojęte rękodzieło sprawia mi ogromną frajdę :D ! A lubię „testować” nowinki artystyczne, więc i do filcowania się powoli przymierzam :D . Znacie moją słabość do filcu, więc dziś też troszkę o filcu będzie. W tych wszystkich swoich „dłubankach” niestety jestem raczej odtwórcza- szukam różnych inspiracji, większość „odgapiam”, a tylko jakieś drobiazgi zmieniam lub dodaję…
Żeby się nie pogubić, to muszę i to swoje dzisiejsze pisanie jakoś uporządkować. Może chronologicznie :D
Tydzień temu mieliśmy Dzień Pizzy. Nie wiem czy takowy obchodzicie, ale my lubimy świętować :D . Zgodnie z powiedzonkiem „Wojowniczych Żółwii Ninja”- SAMA SIĘ KRĘCI, SAMA NAKŁADA, KAŻDA POTRAWA PRZY NIEJ WYSIADA! :D! Oczywiście pizza gości u nas nie tylko 9 lutego, ale w tym dniu do tego wspaniałego dania przywiązujemy szczególną wagę. Ze wszystkich pizz, które miałam okazję spróbować, to najbardziej smakowała mi ta w Neapolu… W końcu to jej kolebka :D . Ale, żeby nie było nudno, to pomyślałam, że troszkę poeksperymentuję z pizzą. Połączyłam koncepcję muffinek i pizzy. Po prostu zrobiłam ciasto drożdżowe, dodałam do niego różne składniki- takie, jakie lubimy w pizzy i powstało coś takiego…

A po upieczeniu…

Wiem- znów jedzenie. Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że mąka była pełnoziarnista, a takie małe porcje są mało kaloryczne :D .
I kiedy tak podjadałam sobie te mini pizze, to jeszcze bardziej zatęskniłam za wiosną… No i zaczęłam szukać czegoś wiosennego, związanego z Wielkanocą… Tak szukałam i kombinowałam, że w końcu założyłam eko- farmę :D


Moja farma z pewnością się powiększy :D . Ciekawe czy o jakieś dopłaty z Unii będę mogła się postarać :D . W końcu nasz Majeranek na wsi się buduje, to wsiowa baba jestem :D !
A że lubimy bardzo wieś, folklor, kochamy i morze i góry i jeziora, to wymyśliłam coś, żeby tę miłość połączyć :D . Aż wstyd się przyznać, ale rok temu dostałam od mojej siostry- Asi, przepiękną, drewnianą tacę z Zakopanego. I całe 12 miesięcy patrzyłam na nią i szukałam pomysłu, co by tu z nią zrobić… To znaczy z tacą, nie z siostrą :D . Przeszukałam „internety” i coś znalazłam, podpatrzyłam, coś zmieniłam i powoli zaczęłam łączyć Bałtyk z Tatrami… Początkowo tylko za pomocą ołówka…

Dodałam troszkę koloru…

Az w końcu przyciągnęłam do siebie Kaszuby- malowanym wzorem, z Podhalem- formą drewnianej tacy…

Zostało jeszcze trochę kosmetycznych zmian, lakierowanie, no ale to poczekam, aż farba wyschnie. Malowałam farbami akrylowymi. Są o tyle dobre, że dość szybko schną, nie mają szczególnego zapachu, co przy np. farbach olejnych może trochę odstraszać… Malowanie na drewnie jest bardzo przyjemne, ale trzeba pamiętać, ze drewno bardzo „pije” farbę- każdą…
W tak zwanym międzyczasie zaczęłam malować dla mojego męża obraz olejnymi farbami- zimowy krajobraz w naszej Lubonii. To już zdecydowanie dłuższa historia, bo nie chcę rozmazywać poszczególnych warstw, dlatego czekam, aż troszkę jedna wyschnie, żebym mogła położyć kolejną… Czekam też na zamówienie „wielkanocne”, żebym mogła poszaleć z pisankami :D . Zamówiłam cuuudowne rzeczy w sklepie inspirello.pl . Jeśli ktoś nie zna, to zachęcam do zaglądania i podpatrywania różnych cudowności z zakresu decoupage, sutaszu, Qullingu i innych technik dla rękodzielników.
No, to tak właściwie mija nam zima i ferie…
Pozdrawiam cieplutko :D !
Ania

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Zima

 

Kolejny powrót do lata…

01 lut

Już luty… A to znaczy, że coraz bliżej wiosna, ciepełko, słońce… nasza „wsi spokojna, wsi wesoła”… Majeranek na razie odpoczywa- okryty jest już dachem, ma wszystkie pokoje i pomieszczenia… Czeka na razie na okna, no i resztę wykończenia… To jeszcze trochę potrwa. Ale biorąc pod uwagę, że właściwie zaczął się budować 2 miesiące temu, to naprawdę jest SUUUUPER!!!
Wiem, że znów się tłumaczę, że cicho się znów zrobiło, ale robiłam i robię parę innych rzeczy w tak zwanym „międzyczasie”. Po hmmm… 7 latach… no, wstyd… wróciłam do malowania.

To obraz na specjalne zamówienie dla mojej Mamy. Szkoda, że nie robiłam zdjęć innych prac… Część jest już wśród rodziny, ale w domu mam chyba tacę, od której wszystko się zaczęło- cała przygoda z malowaniem. Jeśli ktoś nie rozpoznał, to miały być maki :P . Mam też w planach inny obraz, ale muszę dokupić część materiałów- np. terpentynę, bo bez niej ani rusz P . Jestem TOTALNĄ amatorką, nigdy na żadne kursy rysunku nie chodziłam, więc proszę o litość i wyrozumiałość.
Zatem, wracam o swoich pędzli :D !
Pozdrawiam artystycznie…
Ania

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Letnia tęsknota…

23 sty

Cicho, cicho, cichuteńko… Ale to wcale nie znaczy, że nic się nie dzieje- wręcz przeciwnie- baaardzo dużo wokół nas, dlatego potrzebuję trochę „odizolować się” od świata zewnętrznego.
Chlebki się pieką i pachną zabójczo :D … I znów czuję, że będzie wpis kulinarny :P …No jestem łakomczuchem i lubię w kuchni „pitrasić”. Chodzą mi po głowie konfitury z płatków róży… pachnące latem, wakacjami, beztroską, wolną chwilą…


(zdjęcia z https://pl.pinterest.com )
Do naszego pieczywa pasowałyby idealnie takie słodkości… Nigdy nie robiłam takich powideł, ale chcę „kulinarnie się rozwijać”, więc czas na nowości :P .
Ferie zimowe jeszcze przed nami, więc pewnie śniegu nie będzie, dlatego tęsknię na ciepłymi wieczorami, słońcem zachodzącym za naszym lasem, za zapachem siana z naszej łąki…
Tym melancholijnym akcentem żegnam się z Wami…
I tak mi te konfitury chodzą po głowie…ich zapach…ach…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Debiut!

06 sty

No może się ktoś śmiać, ale naprawdę dla nas była to sprawa poważna, a radość z niej tak wielka, że o północy wysyłaliśmy sms do rodzinki! Cóż to, cóż to ???
Teraz powinny odezwać się fanfary- DADADADAM!!!
UPIEKLIŚMY NASZ PIERWSZY CHLEB!!!
Serio- to był nasz debiut :D ! Nie to, że nie umiem, bo chyba kulinarnie całkiem niezła jestem :P , ale jakoś zawsze uważałam, że pieczenie chleba, to pewnego rodzaju „rytuał”… Pamiętam jak Babcia Marysia piekła chleb, w takim prawdziwym, wiejskim piecu, a do tego robiła masło, a Dziadek Józik- biały ser… Ja, Asia i Michał (moje rodzeństwo) jeszcze gorący chleb z tym masłem i twarogiem zasuwaliśmy, aż nam się uszy trzęsły! Co prawda my takiego pieca nie mamy, ale od kilku dni mamy specjalną maszynę do wypiekania chleba i zbieraliśmy się do tego wielkiego zadania… W końcu wena przyszła… o 20- wczoraj… Składniki wsypaliśmy do naszej „magicznej maszyny”…


i czekaliśmy…dodaliśmy nasiona słonecznika, dyni i żurawinę… i czekaliśmy…
Tuż przed północą…

UPIEKŁ SIĘ!!! Pachniało chyba w całym bloku! No i mieliśmy śniadanie o 24 :D ! Taki gorący z masełkiem wcinaliśmy! Jak w dzieciństwie :D :D :D !!!

Jesteśmy z siebie baaardzo dumni!
Początek roku i taki sukces :P ! Ten rok zapowiada się naprawdę ekscytująco :D !
Ania

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Zima